|
Jak urlop, to tylko w Ustce |
|
– Planując urlop, od razu przychodzi mi na
myśl Ustka. Drugiej tak czystej nadmorskiej miejscowości w Polsce nie widziałem
– mówi pan Tadeusz, turysta z Łodzi. Jego zdanie podziela wielu innych
przyjezdnych. Na urlop w Ustce decyduje się wielu ludzi.
W tym roku
Ustka, podobnie jak w latach ubiegłych, gości turystów z całej Polski, między
innymi z: Łodzi, Dolnego Śląska, Płocka. Większość z nich na miejsce urlopu
wybrała Ustkę ze względów zdrowotnych. Ważnym powodem przyjazdu na początku
lipca był też cykliczny IX Międzynarodowy Festiwal Sztucznych Ogni. – Ustka na tle innych nadmorskich kurortów wyróżnia
się chociażby tym, że organizuje świetne pokazy fajerwerków. Między innymi ze
względu na nie warto odwiedzić to miasto – mówi pani Beata z Bydgoszczy.
Wypowiedzi turystów świadczą o tym, że owe pokazy cieszą się szczególnym
zainteresowaniem i uznawane są za bardzo ciekawą atrakcję turystyczną. Oczywistymi gośćmi Ustki są kuracjusze. Większość z nich jest wdzięczna za
skierowanie ich na zdrowotny wyjazd właśnie do tej miejscowości. – Znaleźliśmy się w Ustce dzięki Narodowemu
Funduszowi Zdrowia i bardzo cieszymy się z wyboru właśnie tej miejscowości.
Podoba się nam czysta plaża i morze, a klimat nam służy. Jedynym minusem jest
brak dodatkowych zabezpieczeń w porcie. Większa ilość barierek uchroniłaby
przede wszystkim małe dzieci od wpadnięcia do kanału – mówią państwo Zofia
i Marian z Inowrocławia. Kuracjusze
cieszą się ze świeżego powietrza, czystej plaży i jej okolic oraz z wielu
atrakcji. Turyści odwiedzający Ustkę od kilku lat zauważają dynamiczny rozwój miasta,
który bardzo doceniają. Zwrócili oni uwagę na wzrost ilości sklepików, stoisk z
pamiątkami, klubów muzycznych i restauracji. Zgodnie powtarzają, że miasto
rozwija się w szybkim tempie. Pozytywnie oceniają pracę władz miasta oraz
cieszą się czystością, która, ich zdaniem, jest w Ustce zauważalna. – Na uwagę zasługuje duża plaża i promenada. Z
wielu dostępnych atrakcji z chęcią skorzystałem z możliwości odbycia rejsu
statkiem. Mam już za sobą wyprawę kutrem rybackim, za kilka dni chcę wsiąść na
pokład statku Żeglugi Gdańskiej Lady Assa – mówi zadowolony z pobytu
turysta z Płocka. Zadowolenie
turystów z pobytu w Ustce nie oznacza, że nie dostrzegają oni w kurorcie
żadnych negatywnych stron. Kilku ankietowanych urlopowiczów, jako wadę kurortu
wskazało zamkniętą latarnię morską oraz brak zakazu palenia papierosów na
plaży, co w szczególności przeszkadza kuracjuszom. Mimo wszystko, odwiedzający
miasto twierdzą, że za rok z chęcią zdecydują się na ponowny przyjazd do
naszego kurortu. Tegoroczni
usteccy turyści zwrócili uwagę na rozwieszone w mieście plakaty, reklamujące
Dolinę Charlotty. Wielu z nich odwiedziło to miejsce, jednak większość ma
problem z ustaleniem, jak się do niego dostać. – Brakuje w Ustce informacji na temat tego, gdzie znajduje się Dolina
Charlotty. Słyszeliśmy o tym miejscu wiele dobrego, jednak nie wiemy, jak się
tam dostać. Byłoby miło, gdyby w Ustce rozdawano turystom informatory o mieście
i jego najbliższych okolicach – mówi pan Andrzej z Łodzi, nie kryjący
zainteresowania malowniczą Doliną. Większość usteckich wczasowiczów ogranicza się
wyłącznie do pobytu na plaży i zwiedzania samej Ustki. Nieliczni wybrali się na
dalsze wycieczki, odwiedzając m.in.: Rowy, Czołpino i Słupsk. Wyruszali na
spacery po ruchomych wydmach, Słowińskim Parku Narodowym, zwiedzali także Muzeum
Wsi Słowińskiej w Klukach. Niestety większość turystów nie słyszało o miejscach
w pobliżu Ustki, które warto zwiedzić. Po otrzymaniu takowych wskazówek
stwierdzali zgodnie, że w przyszłym roku nie będą się ograniczać tylko do
leżenia na plaży.
Anna Herda, Małgorzata Szewczyk, fot. autorzy

Co podoba ci się w Ustce?
Beata z
mężem, Bydgoszcz
- Do spędzenia urlopu w Ustce zachęcaczysta plaża i promenada
oraz świeże powietrze. Podobają
się nam pokazy sztucznych ogni i panujący w tym kurorcie klimat.
Marian i
Jadwiga, Rawa Mazowiecka
- Jesteśmy z grupą zorganizowaną na zdrowotnym
wyjeździe w Ustce. Podoba się nam czysta plaża i zadbana promenada. Jesteśmy
mile zaskoczeni czystością morza. Szkoda tylko, że ludzie palą papierosy na
plaży. Nam kuracjuszom trochę to przeszkadza.
Marzena i
Danuta, Rawa Mazowiecka
- Do przyjazdu namówili nas znajomi. Zachętą były
pokazy sztucznych ogni i ładna plaża. Szkoda tylko, że latarnia morska jest zamknięta,
ale i tak nie narzekamy na brak atrakcji. Bardzo nam się w Ustce podoba.
Zofia i
Marian, Inowrocław
- Jesteśmy w
Ustce już trzy tygodnie na wyjeździe zdrowotnym. Podoba się nam to, że miasto zapewnia
turystom wiele atrakcji, takich jak koncerty i różnego rodzaju konkursy z
nagrodami. Nie można narzekać na nudę.
Danuta i Janina, Dolny Śląsk
- Zdecydowałyśmy
się na przyjazd do Ustki ze względu na pokaz sztucznych ogni. Podoba nam
się ładna plaża i duża
promenada oraz
port. Chętnie przyjedziemy tu ponownie.
|
|
Blisko milion złotych przyniosła zbiórka pieniędzy zorganizowana 4 lipca
br. w naszym kraju przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Tym razem
wyjątkowej, bo letniej akcji Jurka Owsiaka, przyświecało hasło: STOP POWODZIOM!
Pieniądze zbierane były na zakup sprzętu ratowniczego dla jednostek zawodowej i
ochotniczej straży pożarnej, aby mogły szybko i skutecznie pomagać w czasie
powodzi.
Fundacja WOŚP zamierza kupić
sprzęt dla wszystkich miejsc w Polsce, które mogą być w przyszłości w jakimkolwiek
stopniu zagrożone podtopieniami lub zalaniem. Planowany jest zakup kilkuset
urządzeń. Będą to m.in.: wydajne motopompy, specjalny sprzęt pływający,
agregaty prądotwórcze, które już jesienią zostałyby rozesłane po całym kraju.
Na ulice naszego miasta wyszło 44 wolontariuszy, którym towarzyszyli słuchacze
Szkoły Policji w Słupsku. Wśród kwestujących znalazł się także prezydent Maciej
Kobyliński wraz z małżonką Mieczysławą. Prezydent zbierał pieniądze przed
Galerią Podkowa przy ulicy Starzyńskiego – w niecałe dwie godziny udało mu się
zgromadzić 713 zł. Podobny wyniki uzyskali słupszczanie: Witek Giejbo i Milena
Paszkiewicz, laureaci konkursu „Ośmiu Wspaniałych”. W sumie w naszym mieście
zebrano 13.624, 24 zł. Słupszczanie, zwłaszcza ci starsi, chętnie wrzucali
datki do specjalnych puszek, aby wesprzeć akcję Jurka Owsiaka.
Słupski Sztab Akcji STOP POWODZIOM składa serdeczne podziękowania wszystkim
darczyńcom, wolontariuszom i towarzyszącym im słuchaczom Szkoły Policji w
Słupsku, którzy mimo upalnej pogody oraz wakacji, stawili się 4 lipca 2010 r. i
ofiarnie kwestowali na ulicach miasta i w centrach handlowych. Sztab składa
również podziękowania tym centrom handlowym z terenu naszego miasta, które
zgodziły się przyjąć pod swój dach wolontariuszy oraz skarbonki stacjonarne.
Szczególnie gorące podziękowania skierowane zostały do pracowników Banku PEKAO
SA oddział w Słupsku, którzy przeliczyli pieniądze ofiarowane przez mieszkańców
Słupska i okolic.
W ubiegły weekend, niezależnie od akcji WOŚP, w Ustce odbył się festyn
dobroczynny „Ustka dla powodzian”. Podczas imprezy odbywającej się na dolnej
promenadzie udało się uzbierać w sumie ponad 10 tys. złotych, które zostaną
przekazane trzem konkretnym rodzinom dotkniętych powodzią. Na scenie
charytatywnie wystąpili artyści: kabaret Dekade, zespół The Beast Band,
Parafraza, Trzy gitary, Karina Werra i Anna Chodyna.
bp, mb
|
|
Rozmowa z Albertem Osikiem, aktorem Nowego Teatru w Słupsku. |
|
- Być aktorem według Alberta Osika….
- To przede wszystkim praca, ciężka praca nad
sobą, dyspozycyjność, pasja… absolutna pasja. Dla mnie bycie aktorem to nie
tylko zawód, ale również styl życia. Jeśli robisz to, co lubisz, to nigdy nie
pracujesz. Wielu młodych ludzi uważa aktorstwo za łatwe zajęcie, często bywa
tak, że po czwartym roku nauki na artystycznej uczelni zderzają się z
rzeczywistością, że teatry nie stoją otworem, że ciężko jest się do nich przebić.
W tym roku 1200 osób podchodzi do egzaminów w łódzkiej filmówce, z czego około
dwadzieścia osób dostanie się na uczelnie.
- Co poradziłbyś takim młodym ludziom?
- Chyba najpierw odradziłbym im ten krok,
przygotowywałem kilka osób do szkoły, które na tych zajęciach przekonały się,
że aktorstwo to jednak nie jest zabawa. Żeby pojąć tekst w całości trzeba go
pogiąć w różne strony, sporo pracować nad nim. Osobiście mam łatwość w
zapamiętywaniu tekstu i jest to wielki plus w tej pracy, gdyż nie muszę
godzinami ślęczeć nad scenariuszem, żeby czegoś się nauczyć.
- Jak łączysz bycie ojcem i mężem z aktorstwem?
- Nigdy tego nie rozgraniczałem, po prostu taka
jest kolej rzeczy. Wracając z pracy nigdy nie kładę się na kanapę, gdyż zawsze
jest co robić, staram się również odciążyć moją żonę Paulinę w domowych
obowiązkach. Dzięki dzieciom mój dzień zaczyna się dużo wcześniej oraz wcześniej
się kończy. Dzieci bez wątpienia to motor napędowy i wielka radość.
- Doszły mnie niepokojące słuchy, ze odchodzisz z
Nowego Teatru w Słupsku, czy to prawda?
- Niezupełnie, to jest na innej zasadzie. Rezygnuję
z etatu w Nowym Teatrze, mam jednak nadzieję, na dalszą współpracę. Razem z
żoną śmiejemy się, ze staliśmy nad przepaścią i zrobiliśmy śmiało krok do
przodu. Na jesieni zaczynam współpracę z Wojciechem Malajkatem, będzie to
spektakl pt. „Skazani na Shawshank” w Warszawie.
- Czy uważasz, ze praca w Słupsku Cię rozwija?
Nie ciągnie Cię do wielkiego miasta?
- Oczywiście, że rozwija. Uważam, że nikt inny
nie dałby mi takiej szansy, jaką dostałem właśnie w Słupsku, otrzymałem tu
wielki kredyt zaufania, możliwość reżyserowania. Gram wiele sztuk, czy to farsy,
czy dramaty. Jestem bardzo zadowolony z pracy w Nowym Teatrze, a doświadczenie
tu zdobyte znacznie poprawiło moje aktorskie CV. Słupsk ma jedną, jedyną wadę –
spod mojej klatki schodowej do teściów mam 640 kilometrów, co
znacznie utrudnia nam mieszkanie tutaj. Mamy trójkę dzieci, a jak wiadomo,
pomoc babci jest bezcenna - będąc w Słupsku jesteśmy tego pozbawieni. Jednak dzięki
znajomym jakoś dajemy sobie z tym radę.
- Czy pracujesz teraz nad czymś nowym w Słupsku?
- Tego jeszcze nie wiem, rozmawiałem z dyrektorem
w maju i doszliśmy do kompromisu. Będę nadal występował na słupskiej scenie,
jesteśmy w trakcie prób do „Wariata i Zakonnicy” w reżyserii Jacka Bunscha. Premiera
tego spektaklu została zaplanowana na 10 września.
- Czy wzorujesz się na kimś?
- Zawsze, kiedy pracuję nad rolą, staram się
wcielić ją w aktora, który pasuje mi do tej postaci. Czasami jest to Marcel Wiercichowski,
czasami Borys Szyc, różnie…
- Czym zajmujesz się w wolnych chwilach?
- Uwielbiam gotować, stawiam na staropolską
kuchnię, lubię gotować bigos przez 5 dni. Pomysły na gotowanie przychodzą mi
same - odprowadzam dziecko do przedszkola, przechodzę obok warzywniaka i kupuje
składniki na pyszną sałatkę, bądź obok mięsnego i wybieram schab. Wtedy wiadomo
już, że będzie to schab ze śliwką. Uwielbiam zajmować się dziećmi, chodzimy do
parku, jak wspominałem mam trójkę wspaniałych dzieciaczków: dziesięciomiesięczną
Aurelie Marię, dwuletniego Tymoteusza Jan(a) Osik(a) oraz najstarszą,
czteroletnią Natalię Barbarę.
- Twoja największa miłość…
- Dzieci, żona - po prostu rodzina, później
teatr. Gdyby była taka konieczność, na pewno zrezygnowałbym z grania, z rodziny
nigdy. Moje miejsce na ziemi jest wszędzie, tam gdzie jest Paulina z naszymi dziećmi.
Rozmawiała Patrycja Okuniewska
|
|