|
Już w najbliższą sobotę, 24 maja
na Placu Zwycięstwa w Słupsku wystąpi Tomek Makowiecki, znany szerszej
publiczności z pierwszej edycji programu „Idol”. Do tej pory zespół Makowiecki
Band wydał trzy krążki, z czego najnowsza płyta „Ostatnie wspólne zdjęcie” wywołała
euforię krytyków muzycznych. Specjalnie dla naszych Czytelników Tomek
Makowiecki opowiada o swojej dotychczasowej drodze w świecie muzyki, a także
zdradza swoje związki ze Słupskiem.
- Większość Polaków zapamiętała
Pana z pierwszej edycji programu „Idol”. Wówczas nie wróżono Panu kariery
wokalnej - przypomnijmy, że juror Jacek Cygan musiał zgolić swoje wąsy, kiedy
wbrew jegooczekiwaniom pokonywał Pan kolejne etapy programu. Tamtą edycję
wygrałaAlicja Janosz. Ale dzś nie ona stała się znana i rozpoznawalna. „Pierwszy
Idol” wykreował na polskiej scenie muzycznej Ewelinę Flintę, Szymona Wydrę,
Tomka Makowieckiego. Jak Pan sądzi, dlaczego tak uformowała się Wasza kariera,
a show biznes pominął laureatkę? Na ile program Idol pozwolił Panu zaistnieć w
mediach i na polskiej estradzie? Jak Pan z dzisiejszej perspektywy ocenia swój
udział w Idolu?
- Widzę, że ma Pan krótką pamięć.
Ja zgolenie wąsów przez Jacka Cygana odebrałem jako prowokację. Przecież
wiadomo, że każdy widz chciał zobaczyć, czy naprawdę to zrobi. Poza tym z całego
jury to właśnie Jacek był mi najbardziej przychylny, więc nie wiem skąd ta myśl,
że nie wróżono mi kariery wokalnej.Nasza kariera zależała w dużej mierze od
nas samych - od tego, czy daną nam popularność wykorzystamy, czy zaprzepaścimy.
Oczywiście, że wytwórnia i parę innych osób z branży próbowało nam wcisnąć
jakąś papkę zamiast muzyki, ale przecież ja jestem muzykiem, kompozytorem i
autorem tekstów. Czas zweryfikował. Minęło siedem lat, a my płyty dalej
wydajemy i koncertujemy. Do programu „Idol” wspomnieniami nie wracam. Mam
inne rzeczy na głowie.
- W 2002 roku wydał Pan płytę „Makowiecki
Band”. Najbardziej znane piosenki z tej płyty: Spełni się, Miasto kobiet były
bardzo efektywnie promowane w mediach. Krytycy jednak uznali płytę jako młodzieżową,
niewiele wnoszącą w rozwój muzyki. Pięć lat później, wydał Pan trzecią z kolei
płytę „Ostatnie wspólne zdjęcie”, która zauroczyła krytyków. - Makowiecki dojrzał
- komentowano. Dziś niektórzy nazywają Pana kolejnym Turnauem. Kim Pan się dziś
czuje - jakim muzykiem?
- Krytycy nazywając moją pierwszą
płytę młodzieżową mieli rację. Przecież ja miałem niespełna dziewiętnaście
lat. Tak czy inaczej mam sentyment do pierwszego krążka. Wiadomo, że zawsze po
czasie chciałoby się coś zmienić, ale to nie ma znaczenia. Pamiętam z tamtego
okresu, że energia mnie rozpierała i cieszyłem się, że mogę wydać swoją
pierwszą płytę długogrającą z własnymi piosenkami. Reszta mnie nie interesowała.
„Ostatnie wspólne zdjęcie” to na pewno płyta bardziej dojrzała i świadoma. Świadome
wykorzystanie formy i treści. Jedni mówią, że płyta smutna, aż za bardzo.
Inni, że piękna. Ja sam postrzegam tę płytę jako drogę swoich myśli i jest w
niej zawarta cała prawda o mnie.Bardzo szanuję Pana Turnaua, ale kto szufladkuje
nas razem, ten głuchy jak pień.
- W pańskich piosenkach można
odnaleźć wiele wrażliwych i empatycznychtekstów. Dzisiejszy show biznes wydaje
być się nastawiony na szeroko pojętą promocję, kosztem prywatności artystów -
słynny przykład Dody. Czy muzykowi o dużym potencjale wrażliwości trudno jest
się odnaleźć w obecnej sytuacji „świata publicznego”?
- Ja jestem po prostu zażenowany
tym, co się dzieje w mediach. Przede wszystkim nie podoba mi się to, że
mediami rządzą reklamodawcy, którzy decydują o tym, co obejrzysz w tv, czy usłyszysz
w radio. Rozrywka w telewizji jest w tej chwili naprawdę„imponująca”. Gwiazdy
tańczą z fokami na lodzie, a przykład Dody jest ewidentnym promowaniem
chamstwa. Jak się w tym odnaleźć? Ja się po prostu staram tym nie wzruszać.
- Czy pańskim zdaniem polska
publika dojrzała do słuchania artystówpańskiego pokroju - ambitnych, wrażliwych,
spokojnych? Czy Polacy potrafią odnajdywać w tekstach przesłanie, a nie
jedynie zachwycać się prostymi zlepkami słownymi i infantylnymi rytmami?
- Oczywiście, że dojrzała. Ludzie
są spragnieni dobrej muzyki. Polacy są obdarzeni dużą wrażliwością, tyle tylko,
że nie mają możliwości na co dzień obcować z ambitną muzyką, czy filmem. Żeby
obejrzeć dobre kino czy teatr w telewizji, musisz wytrzymać przed odbiornikiem
do trzeciej w nocy. By posłuchać dobrej muzy, szukaj internetowych rozgłośni
radiowych. Kto dzisiaj ma na to czas? Grając koncerty po całej Polsce widzę jak
ludzie potrafią emocjonalnie reagować na muzykę i cieszy mnie to ogromnie.
- 24 maja wystąpi Pan ze swoim
koncertem w Słupsku. Przede wszystkimkogo zaprasza Pan na swój koncert? Czego słupszczanie
będą mogli się spodziewać po pańskim pobycie w naszym mieście?
- Zapraszam każdego kto tylko będzie
miał ochotę wyjść z domu tego dnia. Liczę na to, że uda nam się stworzyć wyjątkową
atmosferę. Postaram się dać z siebie wszystko i razem z publicznością
stworzymy świetny koncert. Zagramy przede wszystkim piosenki z mojej ostatniej
płyty, ale będą też niespodzianki.
- Pochodzi Pan z Pomorza. Czy
bywał Pan w Słupsku? Jeśli tak, jakiewrażenie na Panu zrobił, co się
najbardziej podobało?
- Byłem w Słupsku kilkakrotnie.
Mam tu paru dobrych znajomych, również w Ustce. No cóż, bardzo ładnie tu
macie...
Rozmawiał:
Paweł Lewandowski
|