Witold Kisielewski

Rozmowa z radnym Witoldem Kisielewskim (PiS)

- Czy pańskim zdaniem w czasach, kiedy demokracja jest już w Polsce rozwinięta, społeczeństwo staje się obywatelskie, a media funkcjonują prężnie łatwo jest pełnić publiczną funkcję radnego? 

- Myślę, że w każdym okresie trudno jest pełnić taką funkcję. Trzeba zawsze dostosowywać się do obecnych czasów i do rzeczywistości w jakiej przyszło nam działać. Świadomość obywateli rośnie z całą pewnością, choć niektórzy nie chcą się uświadamiać i zostają w tyle. Każdy problem obywatela jest dla radnego zadaniem, jakiegoś rodzaju wyzwaniem, któremu należy jak najlepiej sprostać. Musimy godzić interes wszystkich obywateli z interesem jednostki. 

 - Czy na co dzień spotyka się Pan z wieloma przykładami nastawienia obywatelskiego wśród słupszczan? 

- Ludzie przychodzą do mnie i przedstawiają swoje problemy. Tym niemniej nie jest to zjawisko nagminne. W moim przypadku są to dość rzadkie przykłady. Nawet podczas moich dyżurów w Urzędzie Miejskim przychodzi niewielu słupszczan. Choć pojawiają się tacy, którzy mówią, iż czekali właśnie na mój dyżur, co niewątpliwie bardzo mnie cieszy.

- Czy pańskim zdaniem, na płaszczyźnie samorządowej dla mieszkańców istotny jest fakt utożsamiania się radnych z  konkretną partią polityczną?

- Myślę, że jest to istotne dla mieszkańców Słupska, chociaż według mnie nie powinno tak być. Swoją bytność w Radzie Miejskiej traktuję jako służbę dla dobra ogólnego mieszkańców i dla dobra godności każdego człowieka. Nie przyszedłem tutaj, aby zabiegać o władzę, czy wspomagać czyjeś interesy. Pracuję dla ogółu, dla idei. Nie każdy obywatel miasta tak właśnie postrzega radnego. Niektórzy uważają, że jeśli startowałem z listy PiS to jest mi przypisany interes partyjny. Dla mnie to nie jest najważniejsze. 

- Czy zauważył Pan jakieś różnice w traktowaniu Pana przez innych radnych po przegranych wyborach przez Prawo i  Sprawiedliwość?

- Nie, nie zauważyłem. Chociaż w okresie powyborczym spotkałem się z kilkoma gorącymi uwagami, ale teraz nie odczuwam żadnego zróżnicowania. 

- Czy pojawiała się w Panu chęć przejścia do partii rządzącej?

- Startowałem z list PiS, ale nie jestem członkiem tej partii. Kiedy zaproponowano mi taki udział w wyborach, byłem bardzo zaskoczony, bowiem nie brałem tego pod uwagę, próbowałem nawet szukać wśród znajomych ludzi, którzy podjęliby ten obowiązek za mnie. Wówczas wszyscy moi znajomi twierdzili, że się nadaję do pełnienia funkcji radnego. Nie miałem wyjścia... 

- Poniekąd został Pan zmuszony do startu w wyborach? 

- (śmiech) Tak, przez życie. Traktuję to jako zadanie, które należy jak najlepiej wykonać. Tak się złożyło, że jestem radnym z listy PiS i na razie nie zamierzam tego zmieniać.

- Utożsamia się Pan z partią PiS?

- Tak, oczywiście. Założenia ogólne jakie przyjęli działacze partii są dla mnie w tej chwili najbliższe. Nie mam tu oczywiście na myśli sposobu realizacji tych zadań. Tu każdy może mieć swoje zdanie. 

- Kiedy PiS przegrał wybory pojawiło się dość wulgarne hasło skierowane do działaczy tej partii, które brzmiało „przeproście i spier...”Czy nie mierzi Pana taka opinia? 

- Przyznam, że nie spotkałem się z taką opinią. Takie stwierdzenie jest powierzchowne i wulgarne. Martwi mnie, że w polityce coraz częściej stosowany jest taki wulgarny i ostry język. Przykład pewnie płynie z góry. Każdy z nas uczył się języka polskiego i widać, że niektórzy pozostali na bardzo niskim poziomie korzystania z niego. 

- Jak ocenia Pan pracę obecnej Rady Miejskiej? 

- W poprzednich odcinkach tego cyklu, radna Krawczykiewicz określiła sesje jako przejaw areny, na której radni się wzajemnie zwalczają. Tak chyba było na początku, bowiem niektórzy radni próbowali chyba za wszelką cenę zaistnieć. Teraz ta sytuacja się uspokoiła. Praca w komisjach jest bardziej konstruktywna. Kiedy pojawia się problem, to staramy się podejść do niego jak najbardziej rzetelnie i profesjonalnie. Tam nie ma mediów, więc można spokojnie pochylić się nad danym problemem. Im lepiej pracuje komisja, tym mniej jest elementów niepotrzebnych i zbędnych podczas sesji.  

- To znaczy, że obecność mediów wpływa na radnych w sposób negatywny?
 

- Uważam, że niektórzy radni w obecności mediów chcą się wypromować. Wówczas może rzeczywiście odnieść wrażenie, że sesje są areną, gdzie niektórzy próbują za wszelką cenę się pokazać, zaprezentować szerszemu gremium. 

- A czy może Pan wskazać radnych, którzy postępują w taki sposób? 

- Myślę, że każdy radny zdaje sobie sprawę ze swoich intencji, a ludzie i tak potrafią ocenić zamiary. Ja nie chcę nikogo osądzać, więc nie będę podawał nazwisk kolegów. Jestem daleko od dokonywania kategorycznych sądów. Życie ukierunkowuje nasze działania. 

- Czy pracę w samorządzie należy traktować bardzo poważnie, czy może z przymrużeniem oka? 

- Pracę trzeba traktować jak najbardziej poważnie. Skoro tak dużo ludzi mnie poparło, to znaczy, że powinienem tu być i wykonywać swoje zdania jak najlepiej potrafię. 

- I to się udaje według pańskiej opinii? 

- Staram się pracować w zespołach problemowych, które są powoływane i tam argumentować swoje wystąpienia. Traktuję swoje zadania poważnie i nie zależy mi na promowaniu siebie. Przyszedłem do rady jako do nowej rzeczywistości, gdzie mamy wpływ na prawo wewnątrzmiejskie i aby dbać o dobro miasta. 

- Czy ma Pan świadomość, że każde Pańskie podniesienie ręki za konkretną uchwałą ma przełożenie na życie słupszczan? 

- Staram się, aby każde podniesienie ręki było świadome. Wcześniej zapoznaję się z tematami, które będą przedłożone na sesji. Jeśli rodzą się we mnie wątpliwości, staram się zasięgnąć opinii wielu ludzi, a także specjalistów. Zawsze chcę głosować za najlepszymi rozwiązaniami. Jako rada mamy nawet specjalny fundusz, który pozwala radzić się w różnych sprawach ekspertów. Wielu radnych sprawuje mandat od wielu lat i oni posiadają już dużą wiedzę na temat funkcjonowania samorządu. Oni dla mnie także stanowią źródło wiedzy. 

- Kiedy patrzy Pan na naszych radnych, to widzi Pan w nich dobrych samorządowców? 

- Patrząc na swoich kolegów i koleżanki, podziwiam ich za spostrzegawczość, umiejętność dociekania do prawdy. Wielu naszych radnych jest fachowcami, pracują w samorządzie od kilku kadencji. Mam wrażenie, że jedni się otwierali bardziej na sprawy samorządu, a inni zamykali. 

- Demokracja przy wszystkich swoich pozytywnych wartościach niesie także niebezpieczeństwo, że w radzie mogą się znaleźć ludzie wysoce niekompetentni. Jak się ustrzec takich ludzi, którzy mogą przynieść szkodę temu miastu? 

- Jeżeli wyborcy widzą człowieka, który potrafi zadbać o swój wizerunek, to go wybierają. Jeżeli taki radny zamiast dbać o miasto, dba dalej o swój wizerunek, to jest to bardzo negatywne. Jedyną demokratyczną drogą do wybierania właściwych ludzi, jest poszerzanie świadomości społecznej mieszkańców. 

- W demokracji nikt nie ma monopolu na prawdę. Jak zatem uczynić, aby radni podejmowali takie działania, aby uchwalać tylko „najprawdziwszą prawdę”? 

 -W demokracji rozwiązuje to głosowanie. Jest to kompromis zawarty między radnymi. Poszczególne kluby wypracowują  swoją prawdę, nie zawsze jest to prawda obowiązująca.

- Czyli w tym wszystkim jest trochę socjotechniki i cynizmu... 

- Tak, tak. To są mechanizmy, które działają. Mamy wzorce z dużej polityki, które przenikają na dół, bo wydają się być skuteczne. Wszystko jest polityką, ale musimy się starać, aby mechanizmów negatywnych było jak najmniej.  

Rozmawiał:
Paweł
Lewandowski, fot. autor

 

 

 

 

<< Start < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnia >>

Wyniki 1 - 1 z 19
Wszelkie prawa zastrzeżone www.nm.slupsk.pl, www.nasze-miasto.slupsk.pl